logotype
image1 image2 image3 image4 image5 image6 image7 image8 image9 image10 image11 image12 image13

Villa Colonia

Tuż przed II wojną światową Wrocław przeżywał osobliwy rozkwit. Nie dosięgały go bombardowania, dzięki produkcji artykułów zbrojeniowych stał się ważnym ośrodkiem zaopatrzeniowym dla przemysłu zbrojeniowego, liczba mieszkańców wzrosła prawie do miliona. Dopiero latem 1944 r. działania wojenne zaczęły zagrażać miastu - Armia Czerwona dotarła pod stolicę i tym samym znalazła się w odległości około 300 km od Wrocławia. Zagrożenie z zachodu stanowiły alianckie ataki powietrzne. Jesienią Hitler ogłosił miasto „twierdzą”, która - nie posiadając żadnych umocnień - miała się bronić „do ostatniej kropli krwi”. Rozpoczęły się przygotowania do obrony: cywile kopali okopy, magazynowano zapasy na wypadek długotrwałego oblężenia, załogę formowano z przypadkowych grup żołnierzy, np. rekonwalescentów.

Sowieci rozpoczęli ofensywę 12 stycznia 1945 r., a kilka dni później gauleiter Dolnego Śląska i komisarz obrony Rzeszy Karl Hanke nakazał ewakuację Wrocławia. W połowie lutego wojska sowieckie otoczyły miasto, wdzierając się jednocześnie od strony południowej do eleganckich dzielnic położonych w okolicach pl. Powstańców Śląskich (dawniej Hindenburgplatz). Mimo że obrońcy Twierdzy dysponowali trzy razy mniejszą liczbą żołnierzy, próbowali stawiać opór Sowietom. Ci pod koniec marca zagrozili przeprowadzeniem nalotów dywanowych (dysponowali 750 bombowcami stacjonującymi w Oławie i Oleśnicy), jednak dowodzący obroną gen. Hermann Niehoff odrzucił ultimatum. Bombardowanie przeprowadzono w Wielkanoc, 1 kwietnia.

Dopiero wiadomości o samobójstwie Hitlera, upadku Berlina i rozpoczęciu negocjacji kapitulacyjnych przez Wehrmacht skłoniły Niehoffa do poddania się. W nocy z 5 na 6 maja 1945 r. otrzymał on telegram od berlińskiego dowództwa zawierający zgodę na samodzielne podjęcie decyzji o prowadzeniu lub zaniechaniu dalszej obrony. Płk Tiesler i kpt. von Burck, upoważnieni przez Niehoffa do podjęcia rozmów ze stroną radziecką, spisali wstępne warunki kapitulacji. Pismo o kapitulacji mieli dostarczyć komendantowi twierdzy.

*     *     *

 Sobotni spacer wśród willi na Krzykach. Ponad stuletnie drzewa, pięknie ozłocone przez jesień. Wiele domów wybudowano po wojnie, na zgliszczach niemieckiego Breslau. Widać także architekturę z czasów PRL. Ale można też znaleźć perełki…

Taką perełką jest Villa Colonia przy ul. Rapackiego (dawniej Kaiser Friedrich Strasse), pięknie odnowiony przez właściciela dom, ukryty wśród uliczek wrocławskich Krzyków. To tu, 6 maja 1945 roku, poddali się obrońcy Twierdzy Breslau.

Willa posiada dwie kondygnacje, a także dwupoziomowe poddasze i piwnicę umieszczoną w ziemi na głębokości 70 cm. Do domu wchodzi się wprost z okazałego balkonu, trafiając do głównego holu z oryginalnymi niemieckimi akcentami - freskami przedstawiającymi motywy roślinne i architektoniczne. Przed schodami prowadzącymi na wspomniany balkon umieszczono gazowe lampy, działające do dziś.

Oryginalne są drzwi, okna i okiennice, a także żaluzje (niemieckie, działające pomimo upływu lat). Na parterze znajduje się część reprezentacyjna - salon i gabinety Pana domu (w gabinecie stoi piękna, wielka, oryginalna szafa). Na piętrze - część prywatna domu. Początkowo kuchnia znajdowała się w piwnicy, dziś mieści się dwa poziomy wyżej, pozostała jednak stara winda jadalna, służąca do transportowania posiłków z kuchni do części reprezentacyjnej i części prywatnej domu. Ponadto w każdym pomieszczeniu umieszczone były guziki, które pozwalały wezwać służbę. W przyziemiu i na poddaszu kiedyś mieszkała służba, obecnie te pomieszczenia mają inny charakter - w piwnicy właściciel domu prowadzi swoją firmę, natomiast poddasze zagospodarowano na pokoje.

Wg Leksykonu architektury Wrocławia, willa została wybudowana ok. 1911 r. dla Theodora Lutzenkirchena i połączona ze starszym domem przy ul. P. Wawrzyniaka 22. Inne źródła mówią o tym, że właścicielem był mieszkaniec Opola, aptekarz Wieczorek, a od niego do roku 1945, dom wynajmował kupiec Hans Gunther Olowinsky.

Gdy Wrocław został polskim miastem, przez kilka lat w niezniszczonej willi mieściła się Izba Skarbowa. Biura czy stołówki urzędu rozmieszczono także w okolicznych budynkach, stąd jedna z ulic została nazwana ulicą Skarbowców. Następnie w domu mieszkali pracownicy naukowi wrocławskich uczelni - prof. Edmund Klein czy dr hab. Władysław Nadwyczawski. Z czasem dom przeszedł w ręce przodków dzisiejszego właściciela, by w połowie lat 80. zostać tylko jego własnością. Zdecydowanie dom ma szczęście, że zyskał takiego „gospodarza”, w przeciwieństwie do innych willi, gdzie właścicieli jest wielu, a odpowiedzialność za budynki rozmywa się.

A skąd nazwa? Według najczęściej powtarzanej teorii ma ona pochodzić od słowa „colonia”, oznaczającego wodę kolońską, którą można było kupić w aptekach Wieczorka. Właściciel domu (podobnie jak autorki niniejszego artykułu :) ) preferuje jednak inną „teorię”. Słowo kolonia można rozumieć jako koniec miejscowości lub małą miejscowość położoną najczęściej gdzieś na uboczu. Willa Colonia znajdowała w ówczesnych czasach na końcu wsi.

Ciekawym elementem, przypominającym o historycznym znaczeniu tego domu, jest tablica wmurowana we frontową ścianę, w 30. rocznicę zakończenia wojny. Pierwsza tablica, odsłonięta w 1975 r., wykonana była z gipsu, ale pomalowana tak aby „udawać” metalową. Jednym z gości obecnych na uroczystości odsłonięcia tablicy był Omar Jachiajew, uczestnik rozmów niemiecko-radzieckich z dn. 6 maja 1945 r. To on, dopiero na początku lat 70., potwierdził gdzie doszło do podpisania aktu kapitulacji. Wcześniej wskazywano na miejscowość Pszenno (w pobliżu Świdnicy). Pierwsze informacje o powiązaniu willi z kapitulacją pojawiły się w latach 60., w artykułach prof. K. Jońcy.

Kolejną tablicę pamiątkową wykonano już z metalu i umieszczono pod oknem, na poziomie parteru. W latach 90. właściciel przeniósł tablicę na lewą część frontu - teraz jest zdecydowanie lepiej widoczna.

Kilka lat temu pojawił się pomysł przekształcenia willi w Muzeum Festung Breslau. Nie podjęto jednak żadnych kroków zmierzających do realizacji tego zamierzenia. Ani miasto, ani stowarzyszenia historyczne nie partycypowały w kosztach przeprowadzanych dotychczas remontów. Co oczywiste, dla właścicieli willa jest po prostu ich domem, a o jej znaczeniu historycznym przypominają wycieczki z Niemiec oraz Polski.

2018  Spacerem Po Wrocławiu