logotype
image1 image2 image3 image4 image5 image6 image7 image8 image9 image10 image11 image12 image13

Schron pod pl. Solnym

Podejście nr 1. Sobota, godz. 13.15. Kolejka ma długość niecałych 100 metrów. Dowiadujemy się, że stania jest na ok. 2 godziny. Nie myśleliśmy, że tyle będzie to trwało. Rezygnujemy, ale organizatorzy z Wrocławskiego Stowarzyszenia Fortyfikacyjnego sugerują, by następnego dnia przyjść jak najwcześniej, jeszcze przed 10.00. Taki mamy plan.

Podejście nr 2. Niedziela, godz. 10.15. Lekkie opóźnienie (tak to jest z planami :P), żwawym krokiem wkraczamy na Plac Solny. A tu… ludzi czeka jeszcze więcej niż wczoraj! Ustawiamy się w kolejce. Pierwsza informacja - do 12.00 zwiedzimy nasz cel. Jeden z organizatorów roznosi ulotki i deklaracje do wypełnienia (ewidentnie nie byli przygotowani na taką ilość chętnych - kilka razy dowożono papiery). Grupy urosły - wpuszczają po 12 osób (zwiedzanie przez jedną grupę trwa około kwadransa), czyli po tyle, ile jest kasków. Godzina 12.30 - mijamy „punkt kontrolny”, czyli śmietnik i znak drogowy :) Z przodu ludzie stoją ściśnięci, kilka osób wpycha się do kolejki i wchodzi pod powierzchnię bez problemu (nie ma to jak polska „zaradność”…). Zmiana organizacyjna - teraz, by zwiedzanie szło szybciej, wpuszcza się co jakieś 5 minut po 6 osób. Niestety, jest przez to większe zamieszanie. Godzina 13.30 - wchodzimy z parkingu na chodnik i… Godzina 14.00 - przesunęliśmy się o kilka metrów; z zimna palce mam całe zdrętwiałe i „gram” na barierkach, żeby jeszcze coś poczuć… Godzina 14.15 - wreszcie! Dostajemy kaski, wchodzimy…

 Pierwsze wrażenie… Zdecydowanie cieplej niż na powierzchni :) Przewodnicy opowiadają, tłumaczą i wyjaśniają. Jeden z nich już prawie traci głos. W schronie ciemno - małe latarki zdecydowanie nie dają rady. Widać, że przez wiele lat o to miejsce nie dbano, nie pomyślano nawet o wysprzątaniu go. Dużo gruzu, „rozbebeszone” sufity. Dla mnie bomba :) Mimo tego chaosu schron robi wrażenie - dużo pomieszczeń a’la małe pokoiki, łazienki osobne dla pań i dla panów, kuchnia. Widać, że Niemcy myśleli o wszystkim :) A czego można było się dowiedzieć od przewodników? Otóż żadne poniemieckie i tajemnicze metro pod Wrocławiem nie istnieje. Nie ma podziemnych torów i pociągów w mieście. Schron ma jeden poziom i nic więcej pod nim nie istnieje (nawet zalanego wodą). Zajmuje powierzchnię pod połową Placu Solnego. Plac Grunwaldzki i Plac Solny nie są połączone podziemną magistralą kolejową. Miejskich legend i podań jest mnóstwo, ale mało które udało się udowodnić.

Po wyjściu o 14.31 czuję niedosyt. Niestety, organizatorzy (mimo że nie spodziewali się takiej frekwencji, do czego sami się przyznali) nie wiedzą, kiedy znów będzie można zwiedzać schron i czy w ogóle. A szkoda…

Podsumowując, organizacyjnie na powierzchni do poprawy, pod powierzchnią - zdecydowanie lepiej. Miejsce ciekawe i godne uwagi. Czekamy na kolejne takie wydarzenia.

P.S. Projektantem schronu był Richard Konwiarz.

 

2018  Spacerem Po Wrocławiu