logotype
image1 image2 image3 image4 image5 image6 image7 image8 image9 image10 image11 image12 image13

Katastrofa na Wzgórzu

Juwenalia, 1967 r. Studenci odśpiewali w Rynku „Gaudeamus” i dostali klucze do bram miasta. Można było ich zauważyć w całym mieście, jeździli na maskach samochodów, śpiewali. Celem studenckich pochodów było udekorowane girlandami Wzgórze Partyzantów, gdzie odbywała się druga w historii miasta żakinada. Studenckie obchody łączyły się zresztą z setnymi „urodzinami” Wzgórza.

Stłoczeni na balkonie widzowie obserwowali otrzęsiny, wybory Hetmana i Miss Żakinady. Około godz. 18 pod Wzgórze podjechała czarna wołga z władzami miasta. Kilka minut później z megafonu padło wezwanie „Proszę wezwać pogotowie! Zarwały się schody! Są ranni! Proszę osoby z ulicy o wezwanie karetek pogotowia!”.

Na ławce znajdującej się koło balustrady na górnym tarasie stało kilka osób. Nagle przewróciła się ona, wypychając kamienną balustradę, która z kolei spadła na stojących poniżej. Bloki z kamienia wybiły wyrwę w schodach i wraz ze zmasakrowanymi ciałami obsunęły się do podziemi. W tym czasie przewodniczący prezydium wrocławskiej Rady Narodowej (Bolesław Iwaszkiewicz), płynął łódką przez fosę, aby udzielić „ślubu” Miss i Hetmanowi. Nie wiedział jeszcze, co stało się na Wzgórzu.

Karetki szybko przewoziły rannych do szpitali. Odwołano w nich wszystkie planowe zabiegi. Ponieważ lekarze nie byli w stanie szybko ustalić nazwisk przywożonych osób, nalepiali im na rękach kartki z kolejnymi liczbami 1, 2, 3… Później lekarze mówili, że poza ospą i powodzią, nie było w mieście takiej katastrofy.

W prasie niewiele pisano o wypadku, ciekawsza okazała się relacja z Wyścigu Pokoju czy wizyta delegacji wojskowej z Socjalistycznej Republiki Rumunii. Nie wspominano o przyczynach wypadku, nie próbowano wskazywać winnych. Próbowali ludzie - pojawiła się plotka, że wypadek jest karą boską za to, że jedna z uczestniczek zabawy przebrała się za zakonnicę…

2018  Spacerem Po Wrocławiu